Świadectwo Franciszki

Mam 43 lata; 15 lat temu doświadczyłam okrucieństwa aborcji. Jak tylko słyszę, wymawiam, piszę lub czytam to słowo, czuję, jak przeszywa mi duszę.

Maiłam już dwójką dzieci i odkrycie, że jestem w ciąży, bardzo mnie zaniepokoiło. Potrzebowałam wsparcia, przede wszystkim moralnego, ale nie znalazłam go w swoim otoczeniu: mój mąż, argumentując na wszystkie sposoby, przekonał mnie, że aborcja będzie mniejszym złem.

Nie otrzymałam wsparcia także od przyjaciółek, którym powierzyłam mój sekret. Pamiętam, że gdy powiedziałam jednej, że chciałabym porozmawiać o tym z jakimś księdzem, odpowiedziała mi, że i tak decyzję będę musiała podjąć sama, bo ksiądz powie mi tylko swoje zdanie. Teraz myślę, że mógłby mi pomóc.

Słyszałam, jak mówiono o tym w telewizji, jako o zdobyczy dla kobiety. Później przyszło prawo. Wreszcie aborcja nie była przestępstwem, czyli znaczyło to, że było to dobre do zrobienia. Pamiętam zdanie jednej kobiety: „nikomu nie wyrządza się krzywdy, jeśli nie da się mu narodzić”; nic nie jest bardziej fałszywe: wszystkim wyrządza się krzywdę, jeśli oni się nie urodzą.

I tak, myśląc, że było to jedyne rozwiązanie, poddałam się zabiegowi.

Wewnątrz mnie widziałam, że nie było to właściwe: będąc już na noszach, chciałam uciec, ale nie miałam odwagi.

W ciągu wszystkich tych lat: ból, męka i udręka, są moim codziennym chlebem:

BÓL – bo nie mam tego dziecka, bo zdradziłam powołanie matki i nie jestem już godna nosić tego imienia, bo nie mogę zwierzyć się z tego moim rodzicom (wiedząc, że byłby to dla nich zbyt wielki ból).Czuje to jako barierę między mną moimi dziećmi, między mną a mężem.

MĘKA – bo uświadomiłam sobie, że zrobiłam rzecz nie do odwrócenia: to dziecko nie może się już urodzić. Przez długi czas, ta świadomość mnie paraliżowała: zaczynała się rano, a kończyła wieczorem, zostawiając mnie zupełnie bez sił.

UDRĘKA – jak mogłam to zrobić? Nienawidzę siebie, nie mam zaufania do siebie i do mojego męża.

Kiedy później, pełna wyrzutów sumienia, zbliżyłam się do wiary, szukając trochę pociechy, słowa Jezusa: „Czy może kobieta zapomnieć dziecka, które poczęła?” napełniają mnie smutkiem. Jak wszystkie słowa Jezusa są PRAWDĄ, bo faktycznie kobieta może nie urodzić swojego dziecka, ale nie może o nim zapomnieć.

Chcę krzyczeć do całego świata:

– aborcja jest grzechem;

– aborcja zabija dwie osoby: matkę i dziecko;

– aborcja nie jest godna kobiety;

– aborcja nie jest dla kobiety: jest dla zaspokojenia egoizmu tych, którzy powinni brać na siebie odpowiedzialność za swoje czyny.

Za każdym razem, jak biorę w ramiona malutkie dziecko, czuję, jak jego niewinne

oczy patrzą we mnie i potępiają mnie.

Czuję się oddalona od Boga, wyrzucona nie przez Niego, ale przez siebie samą.

BÓG JEST MIŁOŚCIĄ, ABORCJA JEST ZAPRZECZENIEM MIŁOŚCI.

Umarłam wraz ze swoim dzieckiem.

Franciszka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

9 + twelve =