Świadectwo Antonelli

Mam osiemnaście lat i chcę opowiedzieć historię, która jeszcze teraz wywołuje we mnie wyrzuty sumienia z powodu tego, co musiałam zrobić.

To był letni dzień 1996 raku, gdy miałam stosunek z moim chłopcem. Oddałam mu się, ponieważ moja miłość do niego była ogromna i wydawało mi się, że tylko tak mogłam mu to udowodnić. Nie ukrywam, że wielu rzeczy się bałam: że teraz mnie zostawi, że zajdę w ciążę, że będę musiała to ukrywać.

Przeżyłam okres wielkiej samotności, dlatego że niektóre symptomy zaalarmowały mnie.

W pierwszej chwili nie wiedziałam, co zrobić, ale powiedziałam sobie: „Odwagi, nie załamuj się”. Wzięłam głęboki oddech, zmusiłam się i poszłam kupić test ciążowy w aptece.

Wstydziłam się, czułam się jak narkoman bez swojej dawki, zrobiłam test i niestety, wynik był pozytywny.

Jaki strach, ile płaczu, ile dni przeżytych w udręce! Nie chciałam nigdzie wychodzić, chciałam umrzeć. Nie wiedziałam, co robić, nie miałam odwagi powiedzieć o tym rodzicom. Zwierzyłam się pewnej osobie, która bardzo mi pomogła; powiedziała to moim rodzicom, ale oni zamiast mnie pocieszyć, napadli na mnie, zagrozili mi, usłyszałam przerażające zdania. Próbowałam nie słyszeć ich słów, dlatego że już wtedy czułam, że coś wewnątrz mnie wzrasta, zaczęłam odczuwać macierzyństwo.

Poradzono mi, żebym zatrzymała dziecko, ale nie wiedziałam jak mogłabym to zrobić.

Niestety, moi rodzice byli za usunięciem dziecka, choć ja tego nie chciałam. Powiedzieli mi, że jeśli tego nie zrobię, będę musiała opuścić dom.

Decyzja była brutalna, nieludzka, ale nie mogłam zrobić nic innego, nikt by mnie nie przygarnął, a mój chłopiec zniknął. Zależało mi na tym, a by zostać matką, ale tak się nie stało. 27 września znalazłam się w szpitalnym pokoju, gdzie czekałam na zabieg. Płakałam, drżałam, bałam się, nikt mnie nie chciał zrozumieć, nawet moja matka, nikt mnie nie kochał.

W tamtym momencie, byłam zakałą rodziny, uosobieniem braku honoru. Czułam się bardzo źle. Było to brutalne doświadczenie, które pewnie naznaczy mnie na całe życie i którego nie życzę nikomu.

Dziewczyny, walczcie, nie podejmujcie pospiesznych decyzji, nie uzależniajcie się od sądu innych, kierujcie się własnym rozumem i róbcie to, co wam mówi serce. Uwierzcie mi, dopuścić się aborcji to nie jest to samo co zjeść lody czy zabawić się z przyjaciółmi, to znaczy żyć w przerażeniu, bo wiesz, że z wnętrza wyrwano ci życia.

Mam jeszcze wyrzuty sumienia i patrząc w wstecz, widzę, że byłam okrutna i że ze strachu trzymałam wszystko w środku; ale pamiętajcie, że milczenie jest wielkim sprzymierzeńcem strachu. Myślę jeszcze, że byłam okrutna, bo zabiłam bezbronną istotę, która rosła we mnie.

Noszę żywe ślady tego okrucieństwa wewnątrz siebie i myślę, że nigdy nie zapomnę tego, co musiałam zrobić. Często łapie się na tym, że śnię z otwartymi oczami i w moich snach pojawia się twarz dziecka, które mnie woła, wyciąga do mnie ręce, szukając uczucia i ochrony.

W tym miesiącu, kwietniu, z pewnością urodziłabym moje dziecka i teraz trzymałabym w ramionach, usypiając je. Prześladują mnie także sny, nieraz budzę się nagle, cała spocona i mam wrażenie, że woła mnie dziecięcy głosik.

Chcę powiedzieć wszystkim, którzy będą czytać to moje świadectwo, że nie zrobiłam tego z lekkim sercem. Uwierzcie mi, czułam się naprawdę źle, myślę, że jeśli wróciłabym do przeszłości, nie uczyniłabym tego powtórnie, bo jestem przeciwna aborcji, ale niestety byłam zmuszona.

Dziewczyny, jeśli zajdziecie w ciążę, nawet jeśli nie wyszłyście za mąż, nie spieszcie się z mówieniem: „Usuwam”. Nie, dziewczyny walczcie o życie waszego dziecka, nie róbcie tak jak ja, bo teraz widzę, że można było zrobić inaczej, chociaż mogło to mnie kosztować. Mogłam znaleźć pracę, walczyć o życie mojego dziecka. Może byłoby to trudne, u progu roku

dwutysięcznego. Nikt nie jest w pełni dobry dla innych, gdyż egoizm jest prawem, które bierze górę. Wierzę, mimo wszystko, w lepszy świat, w którym miłość będzie siłą łączącą ludzi, a szacunek dla życia podstawą autentycznej równości między ludźmi.

Antonella